Początek końca

początek końcaPrzez kolejne dni mój brat milczał jak zaklęty. Nie odbierał telefonów, nie dzwonił. Może próbował dać mi odczuć, że źle robię? I że każdy, zasługuje na drugą szanse. Chyba bardzo wierzył w to, że teraz po śmierci glorii wszystko może być normalnie. Ja jakoś tego nie czułam. Nie chciałam się znowu bać, nie chciałam dawać staremu pretekstu do nękania mnie. Bałam się kolejnych pozwów o alimenty, bałam się, że teraz będzie wymagał ode mnie opieki nad sobą. A co najgorsze w świetle prawa, nie mogłabym mu jej odmówić. Co za kraj? Co za prawo, które chroni takich drani? Całe życie znęcali się nad rodzinami, nie liczyli się z dziećmi z nikim i z niczym…a teraz chorzy, niedołężni. Często zniszczeni przez wódę i tryb życia, który prowadzili, mają czelność wyciągać łapę po uporządkowane życie swoich biologicznych dzieci. Mają czelność wszystko niszczyć, deptać i nie mieć z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. Żyją w przekonaniu, że to im się należy, że po to płodzili swoje dzieci aby teraz na starość miał się nimi kto zająć. OBRZYDLIWE!!!

„Skoro mój brat chce, niech pomaga staremu” – pomyślałam. Moje rozmyślania przerwał zgrzyt klucza w zamku. Tomek wrócił z pracy. Wyrwałam się ze swoich rozmyślań i pobiegłam przywitać się z mężem. „Co jest” – zapytał, gdy tylko przed nim stanęłam. „Nic” – odparłam. „Przecież widzę” – dodał. Boże, znał mnie na wylot. Trochę mnie to przerażało…tak pozytywnie oczywiście. „Pogadamy wieczorem” – ucięłam.

Tomek od początku znał prawdę. Wiedział co działo się w moim życiu zanim go poznałam. To on na początku namawiał mnie na kontakt z ojcem…do momentu aż nie poznał go na tyle dobrze aby wyrobić sobie o nim swoje własne zdanie. Cieszę się, że miał możliwość poznać starego. W końcu znał „wersję” tylko jednej ze stron. Jak dotąd tylko raz widziałam jak mój facet płacze. I to było właśnie wtedy jak opowiedziałam mu o swoim życiu. Uwielbiam jasne i czyste sytuacje. Nie chciałam go oszukiwać. W końcu już lata temu dotarło do mnie to co najważniejsze…TO NIE BYŁA MOJA WINA.

Postanowiłam odpuścić i nie dzwonić do mojego brata. Czułam się dotknięta, może nawet urażona. „Czy on zapomniał? Może wybaczył naszemu katowi?” – rozmyślałam. Trochę zrezygnowana i poirytowana położyłam się spać…Nie wiedziałam wtedy, że kolejny dzień będzie tak ciężki. Echhhh….czasami człowiek chciałby znać przyszłość aby się na nią porządnie przygotować. Czasami…

KAMA

25 Komentarze

  1. Kamo…troszke za długie są te przerwy w pisaniu.Rozumiem że brak czasu, ale dużo osób czeka na cd.Pozdrawiam

  2. Zapału Kamie starczyło aż na jedna notkę w tym roku. Normalnie szok. I te zakończenia notek … Jak w brazylijskim serialu.

    • Nikt nikogo nie zmusza do czytania. Piszę bo chcę. Piszę o czym chcę i tylko wtedy kiedy mam czas. Może ciężko to pojąć ale tak właśnie jest. Serdecznie pozdrawiam

      • Zamknij komentarze Kamo. Po co się tak denerwować. Jesteś niekonsekwentna i nie mam na myśli tego, że trudno nazwać Cię blogerką, bo blogerzy tworzą w sieci, Ty jedynie od czasu do czasu coś piszesz. koro nie piszesz dla ludzi to po co otwarte komentarze? Zamknij je. Podpowiem Ci tylko, że gdy aspiruje się do bycia blogerką i startu do Bloga Roku nawołując czytających do głosowania to potem śmieszne jest pisać dwa posty w roku. Po co?

  3. Prawie spozilam sie do pracy czytajac wszytskie twoje posty.
    Mam nadzieje ze bedziesz pisac dalej, jestes w tym na prawde bardzo dobra, widac ze bardzo sie do tego przykladasz.
    Z zapartym tchem czekam na kolejne watki. Wiem ze niektorzy nie potrafia zrozumiec jak ciezko jest dzisiaj znalezc czas.
    Serdecznie pozdrawiam

    • Dziękuję :) tak jak pisałam wyżej postaram sie (w miarę możliwości czasowych) dokończyć moją historię. Pozdrawiam serdecznie

  4. Droga Kamo!
    Właśnie z zapartym tchem przeczytałam większość wpisów z twojego bloga, czyli spory fragment niezwykle wciągającej historii, Twojej historii. Piszesz bardzo lekko, co, biorąc pod uwagę o jak „ciężkich” sprawach piszesz, zdumiewa. Mam nadzieję, że, pomimo tych wszystkich smutnych przeżyć, dziś żyje Ci się już dużo lepiej i Twój świat jest pełen światła, a nie ciemności. Być może nie wszyscy czytelnicy wykazali się zrozumieniem wobec Ciebie i Twojej przeszłości, którą z ogromną odwagą zdecydowałaś się opowiedzieć. Niestety, wiele osób, jak widać, nastawionych jest na produkt, jakim wydaje im się być „blog”. Nie dostrzegają, jak ogromną wartość ma Twoje pisanie, ile w nim szczerości, emocji, retrospekcji. Moim zdaniem to, co opisałaś, jest tym, czym dla kogo innego wspięcie się na Mont Everest. Jednak już z własnego doświadczenia przekonałam się niejednokrotnie, że jeżeli nie przeżyjemy sami zła, to trudno uwierzyć nam w to, że ono w ogóle istnieje. A niestety tak właśnie jest.

    Życzę Tobie i Twojej rodzinie jak najwięcej dobra w życiu! Pozdrawiam ciepło.
    d

  5. Popłakałam się kilka razy czytając te posty… wszystkie przeczytałam dzisiaj, zapominając o całym świecie… momentami nie byłam w stanie czytać dalej, ocierałam łzy, szłam na papierosa i… wracałam do czytania…

    Życzę spokoju ducha i szczęścia w życiu :)

    P.S. pięknie piszesz, nawet gdyby byłaby to fikcja literacka…

  6. Kamo,przeczytalam Twoje jake przykre przezycia i splakalam sie solid nie. I’ve calories moze przezycia upokorzen od tak bliskiej osoby a jednoczesnie tak dalekiej i podlej. Kamo mo glam przeczytac tylko do wpisu z kwietnia 2015r.Czy moglabys mi pozwolic czytac dalej? Zycze duzo radiosci i pociechy z syna. Alice.

    • Witam Serdecznie. Proszę po prawej stronie w archiwum wybrać miesiąc i zaznaczyć. Wszystkie wpisy powinny być :)

  7. Kamo napiszesz coś jeszcze? Zaglądam tu od czasu do czasu a tu nadal martwa cisza….. No tak się nie robi……. ;) Napisz proszę zakończenie tej historii…..

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.